<Photobucket - Video and Image Hosting
 
 


ksiega gosci

2012
maj
2010
październik
sierpień
maj
2009
październik
wrzesień
sierpień
czerwiec
maj
2008
październik
lipiec
czerwiec
maj
2007
grudzień
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
styczeń
2006
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec


 
Majowy długi weekend

PhotobucketPhotobucket" " PhotobucketPhotobucket" mPhotobucket"PhotobucketPhotobucketPhotobucketPhotobucket"Photobucket"PhotobucketPhotobucket PhotobucketPhotobucket"PhotobucketPhotobucket"PhotobucketPhotobucketPhotobucket"PhotobucketPhotobucketPhotobucketPhotobucketPhotobucketPhotobucketPhotobucket"PhotobucketPhotobucketPhotobucketPhotobucketPhotobucket""PhotobucketPhotobucketPhotobucket"tPhotobucketPhotobucket"hspace="" vspace="" width="" height="" align="" />
dom-na-guziki 2012-05-21 11:22:24
skomentuj (1)
Już chyba koniec...

... zimna jakaś ta jesień, postanowiliśmy sklarować przyczepki przed zimą. Pogoda cudowna, bezchmurne niebo, piękne ognisko w bezwietrzną, mroźną noc. Niedziela wręcz upalna, taki prezent dostaliśmy od natury. Ciężko będzie jeszcze się wyrwać, nie tylko z powodu pogody, ale może....
jeśli nie, to spróbujemy znaleźć czas aby uzupełnić poprzednie notki. 

Photobucket

Photobucket

Photobucket


Photobucket

[Paweł]

dom-na-guziki 2010-10-11 23:42:20
skomentuj (1)
tydzień wakacji

Połowa sierpnia, pustki, jak bywało... a jaka woda! Był dzień, kiedy już nawet nie dawała ochłody! Pływaliśmy nie tylko wpław - w tym roku opłynęliśmy całe jezioro czteroosobowym canoe i idkryliśmy nowe miejsca i możliwości. O tym będzie później... razem z dalszymi zdjęciami.

Photobucket" Photobucket

Photobucket


Photobucket

Photobucket

Photobucket

Photobucket

Photobucket

c.d.n
dom-na-guziki 2010-08-31 21:26:43
skomentuj (1)
czerwiec/lipiec

Spóźnione wieści... ale jeździmy. Wrzucam zdjęcia w oczekiwaniu na notkę. To samo ciągle, ale zawsze jest inaczej ;-)))

Photobucket


Photobucket

Photobucket

Photobucket

Photobucket

Photobucket

Photobucket

Photobucket

Photobucket

Photobucket

Photobucket

Photobucket

Photobucket




dom-na-guziki 2010-08-02 19:25:24
skomentuj (1)
Zaczynamy sezon z opóźnieniem...

Tej wiosny prawie dwa miesiące później niż rok temu! Ale już jesteśmy...
***
Pawel zarzeka sie, ze przestanie wrzucac foty NA MOJ BLOG (tak jakby to od dawna nie byl w zasadzie jego blog ;), wiec musze sie poprawic i cos napisac znow :)) Dzieki, ze zagladacie cierpliwie, ze sie tu odzywacie w komentarzach! 
Bardzo nieladnie, gdy Autorzy tak cwicza cierpliwosc swoich Czytelnikow ;)
W tym roku coraz bardziej ciagnie mnie, by przyczepke "stacjonarna" zamienic w koncu na przyczepke wedrowna. Wszystko przez wyjazd krotki na majowe narty do Austrii, gdzie po drodze mijaly mnie campery, przyczepy kempingowe, zadowoleni turysci-nomadzi, ciagnacy coraz liczniej na poludnie... A wczesniej, na nartach we Wloszech, cala rodzina mieszkala naprzeciwko naszego hotelu, tuz przy wyciagu w Madonnie di Campiglio, we wlasnym uroczym domeczku na kolkach...
Niestety, abysmy mogli ruszyc w swiat, konieczne jest specjalne, dodatkowe prawo jazdy, umozliwiajace legalnie prowadzenie pojazdu (w tym przypadku Nissan Patrol i przyczepa), waga ogolna przekraczajacego 3,5 tony. Co kosztuje jakies 1500,00 zl. Rownowartosc tygodniowych wakacji w milym miejscu, dla jednej osoby. Dlatego wciaz stoimy ;)) 
Wiem, ze ludzie "odchudzaja" przyczepy, wypruwaja ze srodka co sie da, wystawiaja butle z gazem, zapasowe kola i co tylko, by w stacji kontroli pojazdow wpisano im mozliwie najnizsza wage slimaczego domku, bo wtedy "legalnie" pociagna go na walkacje swoim samochodem. Osobowym. Normalnym. My mamy smoka, terenowy czolg, ktory doskonale nadaje sie do ciagniecia przyczepy - niestety sam wazy prawie 3 tony, wiec nawet odchudzenie domku nie na wiele by sie zdalo.
Poza tym, legalisci na ktorejs z zachodnich granic mogliby nas zawrocic do domu - i mieliby racje. No trudno.
Co nie znaczy, ze nadal nie uwielbiamy wyjazdow na Mazury i koczowania na Polanie wraz z Wladcami Poziomek!!! Skad!
Cos jest jednak na rzeczy, cos czuc w powietrzu, jakas zmiane, jako ze nawet Iwona w tym roku zaczela bakac, ze marzy jej sie camper...;)
***
Ale na razie udalo nam sie spedzic - stacjonarnie - razem jej imieniny. I oczywiscie bylo bardzo fajnie.
Ptaki spiewaly jak oszalale, kwiaty wokol kwitly jak glupie, pusto bylo jeszcze nieprawdopodobnie. Super.
Udalo nam sie tez obu wyluzowac i nie dostac "sprzatawicy", tylko normalnie wypoczac.
Ze zwierzyna mielismy przygode. A wlasciwie - Pelus (airedale terrier Filip) ja mial.
I nie wiadomo, jak to sie stalo. Oboje z Pawlem bylismy na zewnatrz, nieopodal - ale widziala cala akcje wylacznie Iwona.
Pelo lubi sie wloczyc, jadac na dzialke, natknelismy sie na niego na sciezce w lesie. Bardzo byl z siebie zadowolony i przystojny w kolorowej chusteczce, zawiazanej przez jego pania na szyi. Nonszalancko udawal, ze wcale nie jest na gigancie, tylko normalnie, legalnie, na spacerze - co nie bylo prawda, bo poza ogrodzenie wychodzi wylacznie na smyczy - zaganialismy go wiec do domu, wydajac okrzyki z auta.
Wedrowki psie uzasadnione byly prawdopodobnie dzika ciekawoscia...
Wydalo sie dnia nastepnego. W tzw "lasku Lili", gestym brzeziniaku, po burzach i sniegach zaplecionym w naturalny "koszyk", gdzie trudno wejsc (Lila nigdy nie zrobila tam przecinki), musiala zamieszkac sarna. Ktora teraz wlasnie, na wiosne, ma mlode.
Wczesniej widywalismy sarniaka, nocujacego w innej kepie brzoz na Polanie, raz nawet "poskakal" nam przez cala szerokosc laki za plecami, gdy jedlismy obiad.
Ale to musiala byc jakas nowa mieszkanka. A Pelus musial zlozyc jej wizyte. I moze tez uszczypnac gracko za nozke...
Widzywalismy wczesniej sarny, ale nie w takiej akcji! Iwona, ktora zbierala kwiaty pod laskiem Lili, odwrocila sie i zobaczyla bezglosny atak: sarne biegnaca przez lake, ktora bokiem traca jej - wielkiego przeciez! - psa, tak, ze ten sie wywraca, a potem robiaca zwrot, tylko po to, by zaatakowac - juz lezacego - obydwoma przednimi kopytami!! 
Iwona rzucila sie na pomoc, oczywiscie ("Myslalam, ze ta sarna go zabije!").
Ten krotki incydent, niedostrzegalny dla calej reszty (jak, hm, upadek Ikara na obrazie Breugla ;) calkowicie zmienil w naszych oczach obraz niewinnych i lagodnych saren :))
Pelus przez caly dzien chodzil potem osowialy, oglupialy. Gdy sie go dotknelo - wyl lub piszczal z bolu. Na boku pod skora wyrosla mu gula.
Mowilismy sobie, ze gdyby nie bylo swiadka, nikt z nas nie domyslilby sie, co i dlaczego psu jest. 
Pewnie skonczyloby sie wizyta u weterynarza, podejrzeniem, ze konar spadl na niego w lesie albo co? 
Szczesliwie nic wielkiego mu sie nie stalo. Nie mial peknietego zebra, co podejrzewala jego pani. 
Najzabawniejszy byl, trwajacy godzinami, stan "splatania", oszolomienia, widoczne psie upokorzenie...
No bo jak to?! Gdyby mogl sie poskarzyc, powiedzialby pewnie: "Iwoonka...! KOBIETA mnie biiijeeee....!"
*
Z tymi zwierzetami, to jest dziwna sprawa. Inni je widza, ja nie :))
W ubieglym roku wystepowal na polanie Mityczny Zajac. Wszyscy go widzieli - przede wszystkim Pawel i Piotr, a poza nimi Michal, czyli faceci - wychodzac na poranny sik. Iwonie objawial sie pozniej, na spacerze albo gdy zbierala poziomki. Siedzial na sciezce, nie bal sie, nosem i ogonem ruszal. Duzy byl! A ja moglam wstawac dowolnie wczesnie, zaczajac sie z aparatem - guzik z tego. Zero zajaca.
- Wymysliliscie go, wcale nie istnieje! Nabijacie sie ze nie - zartowalam.
Zarzekali sie wszyscy bardzo serio, jak jeden, ze nie! Jest, jest zajac. Zobaczysz, moze dzisiaj, moze na sciezke wyjdz, moze w lasku za plotem. Ale go nie zobaczylam. I juz nie zobacze: w tym roku Iwona widziala kawalki zajeczego futra, poszarpane, za plotem...
W okolicy bardzo rozmnozyly sie lisy, a ktorejs nocy Wladcy Poziomek slyszeli wyraznie wilcze wycie.
Dziki swiat upomina sie o ich Polane :)) Nie da sie ukryc: w koncu, jestesmy tam jedynie goscmi...



Photobucket

Daszku nie uszkodzili, nawet stary leżak zostawiony "na pożarcie" się ostał.

Photobucket

Drinki, lektura, ale to już znacie... a my się zawsze na nowo cieszymy

Photobucket

Kwitną różne bardzo pięknie, na foto jedynie marna namiastka.

Photobucket

Pysznie było. Ale to standard TAM...

Photobucket

Złapać grad w locie - oto wyzwanie!

Photobucket

Niektórzy ratowali tzw. fuckup w pracy. Zdalnie ale skutecznie. A na ścianie lasu, po niedawnej burzy,  promienie zachodzącego słońca zapowiadają "lampę"

Photobucket

Nie, nie wpuścili do jeziora ścieków - to pyłki sosnowe po burzy

dom-na-guziki 2010-05-24 23:06:58
skomentuj (4)
Pażdziernik ekstremalny

W nocy mróz, w lesie śnieg, w Szczytnie dachy białe. Dwa-trzy stopnie, chmury, wszystko mokre, nawet nie próbowaliśmy palić ogniska - co się dzieje z tą jesienią?! A my mamy zaplanowany weekend , przedłużony o piątek. Tym razem (wyjątkowo) aktywną postawą nie przełamaliśmy pogody. Długie wieczory przy stole, herbaty, nalewski, scrabble. Daleko od mediów i tłoku. Fajnie było i tyle.

Photobucket

Grzaliśmy bez przerwy, butle gazowe pokryły się grubym szronem, nad dachami para z piecyków.

Photobucket

Chłod nie przeszkodził w grillowaniu. Pod dachem jakby cieplej?... Panie już przy stole. W takich warunkach docenia się wszystkie zalety przyczep: ciepło, sucho, przytulnie.

Photobucket

Jezioro paruje, woda jeszcze niezbyt zimna.

Photobucket

Kolory już zupełnie jesienne.

Photobucket

Tylko kamuflarz jeszcze letni ;-))

Zakończyliśmy chyba ten sezon, przyczepki sklarowane, odstawione. Ale powiedzieliśmy sobie, że gdyby tak jeszcze w listopadzie?...
Się zobaczy, ja wierzę, że będzie ciepło. Ale jak widać, nie jest to warunek konieczny.

[Paweł]

dom-na-guziki 2009-10-24 20:35:49
skomentuj (1)
smokwy i prściut

Tego wyjazdu nie było w planach. Gościliśmy dwie ambitne podróżniczki, które w sobotę o 16-tej musiały znależć się na lotnisku.
Władców Poziomek uprzedziliśmy, że nie jedziemy, oni sami dopiero wrócili z Chorwacji i też nie byli zdecydowani.
Ale dostaliśmy takiego sms'a:

„My jedziemy bo taka lampa, że nie wytrzymaliśmy.
Jak wyprawicie gości to jak pociśniesz to na ognisku się widzimy.
Smokwy i prściut zabrane i mamy prezent”

To pocisnąłem prosto z lotniska i niechcący zrobiliśmy rekord trasy: z Okęcia do Szczytna dwie godziny dziesięć!
Był obiecany w następnym sms'ie orgazm kulinarny, pyszne smokwy i prściut, najlepsza-pod-słońcem oliwa (w prezencie), ognisko i bezcenne (jak zwykle) naszych Gospodarzy towarzystwo.
A w niedzielę była nawet kąpiel! Na dodatek zero ludzi, lampa 100%, cisza i spokój, z rzadka przerywane rykiem jelenia. Jest w końcu rykowisko.

Photobucket

Niektórzy nie wierzą, że woda ciepła...


Photobucket

Photobucket

Photobucket

[Paweł]
dom-na-guziki 2009-09-21 19:49:52
skomentuj (2)
 
KOLEŻANKI
Maja
Marysia
Iza
Dorota
Beata
Patrycja
Martyna
Magdusia

POMOCNE ŹRÓDŁA
*Allegro mnostwo przyczepek...
*Emalia Olkusz cuda emaliowane
*GIMEX cuda z melaminy
*Polska Federacja Campingu i Caravaningu
*Forum Caravaningowe
*Polski Caravaning - dwumiesiecznik