|
2009 |
Pażdziernik ekstremalny W nocy mróz, w lesie śnieg, w Szczytnie dachy białe. Dwa-trzy stopnie, chmury, wszystko mokre, nawet nie próbowaliśmy palić ogniska - co się dzieje z tą jesienią?! A my mamy zaplanowany weekend , przedłużony o piątek. Tym razem (wyjątkowo) aktywną postawą nie przełamaliśmy pogody. Długie wieczory przy stole, herbaty, nalewski, scrabble. Daleko od mediów i tłoku. Fajnie było i tyle. ![]() Grzaliśmy bez przerwy, butle gazowe pokryły się grubym szronem, nad dachami para z piecyków. ![]() Chłod nie przeszkodził w grillowaniu. Pod dachem jakby cieplej?... Panie już przy stole. W takich warunkach docenia się wszystkie zalety przyczep: ciepło, sucho, przytulnie. ![]() Jezioro paruje, woda jeszcze niezbyt zimna. ![]() Kolory już zupełnie jesienne. ![]() Tylko kamuflarz jeszcze letni ;-)) Zakończyliśmy chyba ten sezon, przyczepki sklarowane, odstawione. Ale powiedzieliśmy sobie, że gdyby tak jeszcze w listopadzie?... Się zobaczy, ja wierzę, że będzie ciepło. Ale jak widać, nie jest to warunek konieczny. [Paweł] dom-na-guziki 2009-10-24 20:35:49 skomentuj (0) smokwy i prściut Tego wyjazdu nie było w planach. Gościliśmy dwie ambitne podróżniczki, które w sobotę o 16-tej musiały znależć się na lotnisku. Władców Poziomek uprzedziliśmy, że nie jedziemy, oni sami dopiero wrócili z Chorwacji i też nie byli zdecydowani. Ale dostaliśmy takiego sms'a: „My jedziemy bo taka lampa, że nie wytrzymaliśmy. Jak wyprawicie gości to jak pociśniesz to na ognisku się widzimy. Smokwy i prściut zabrane i mamy prezent” To pocisnąłem prosto z lotniska i niechcący zrobiliśmy rekord trasy: z Okęcia do Szczytna dwie godziny dziesięć! Był obiecany w następnym sms'ie orgazm kulinarny, pyszne smokwy i prściut, najlepsza-pod-słońcem oliwa (w prezencie), ognisko i bezcenne (jak zwykle) naszych Gospodarzy towarzystwo. A w niedzielę była nawet kąpiel! Na dodatek zero ludzi, lampa 100%, cisza i spokój, z rzadka przerywane rykiem jelenia. Jest w końcu rykowisko. ![]() Niektórzy nie wierzą, że woda ciepła... ![]() ![]() ![]() [Paweł] dom-na-guziki 2009-09-21 19:49:52 skomentuj (2) Wakacje Mamy dach! Jak mogliśmy żyć bez niego? ![]() wkrótce (mam nadzieję) podpisy i może jeszcze kilka zdjęć [Paweł] dom-na-guziki 2009-08-12 17:11:37 skomentuj (0) W czerwcu jest pięknie! ![]() Nie, nie pomyliło nam się... ogień piętro niżej zapaliliśmy aby wykurzyć osy, które założyły sobie tam gniazdo. A to jest Czesio, nowy pies na polanie - bardzo zadowolony - właśnie wykąpał się w pomyjach pod przyczepą. Ech, te długie wieczory czerwcowe... jasno jest jeszcze o 22.30! ... no to korzystamy! Będzie solidny dach! Na razie fundamenty pod słupy ale następnym razem standard wyraźnie się podniesie. [Paweł] dom-na-guziki 2009-06-30 09:48:11 skomentuj (4) Trzy dni w maju Maj piękny tego roku, ale jak na złość pogoda nam nieco siadła na czas wyjazdu. W zamian za to było pusto, jak lubimy. Przygotowani teź byliśmy nieźle.. ![]() Chwilami nawet dość mocno grzało, Gucio uciekał pod lipkę ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() [Paweł] dom-na-guziki 2009-05-25 09:48:12 skomentuj (1) Początek sezonu - wczesny, ale meldujemy się z opóżnieniem Tej wiosny juź trzeciego kwietnia otworzyliśmy sezon! Natłok spraw waźnych i jeszcze waźniejszych spowodował opóżnienie ale moźe uda się nadrobić... A więc: wczesna pobudka: ![]() Po drodze odwiedziliśmy dom, który zawsze mijamy w pośpiechu. Bardzo ładnie połoźony, pewnie do kupienia, blisko Władców Poziomek... Cóź, kiedy prawie w ruinie ale najgorsze jest to, źe w najbliźszym sąsiedztwie nowy się zaraz wybuduje (spotkaliśmy geodetów) - juź sobie wyobraźamy, jak piękny ;-((( ![]() Jezioro zastaliśmy jeszcze zamarznięte, kolory całkowicie zimowe... ![]() ![]() Ale za to w lesie: ![]() Odbyły się wiosenne postrzyźyny Gucia... ![]() ... spacery i oczywiście ognisko. Przyczepkowa ekipa pozdrawia Czytelników i Gości!!! ![]() [Paweł] dom-na-guziki 2009-05-05 15:44:35 skomentuj (1) Przygoda podrozna Wyrywamy sie rzecz jasna na Mazury: najczesciej zaraz po pracy, bo szybko robi sie ciemno. Wladcy Poziomek, ktorzy nie sa zwiazani etatami tak bardzo jak my, juz dwa razy byli uprzejmi sciagnac nam przyczepke na polane. Taki przyjazd ma swoj urok: dwa biale domki stoja w ciemnosciach, we mgle, plonie lampa na stole, Piotr robi cos pysznego na grillu, czekaja na nas talerze, chleb, kolacja i przyjaciele w dobrych humorach, z pelnymi piwa lub wina kielichami, ze smiechem... Czasem jeszcze w tle plonie ognisko. Taki krotki wyjazd wart jest trudu, bo zmienia sie diametralnie wszystko. Otoczenie, nastroj, tryb zycia. Krociutkie wakacje. Najgorzej jest wrocic do rzeczywistosci, co oznacza zwykle korek w Lomiankach pod Warszawa. ![]() Zaraz cos wleci w sieci... Niesamowite sa te kurtyny o poranku. ![]() Filipek - nostalgicznie wyglada za pania, ktora poszla na grzyby. ![]() "To nie bobry tna te deski, tylko doktor Iwanczewski!" - nasz przyjaciel, dentysta, ma folderek reklamowy z takim haslem i swoim zdjeciem, gdzie olsniewajace zeby zestawiono z takim wlasnie ogryzionym pniem... W tym przypadku, jednak bobry. W ostoi zwierzyny na Mazurach. ![]() Co roku tak samo to wyglada. I co roku taka sama radosc :)) ![]() "Kierujcie sie na ogien" - powiedzieli Wladcy Poziomek, gdy mielismy dotrzec na polane po nocy. Przyjemnie jest kierowac sie na ognisko! ![]() Na sloncu jeszcze wciaz potrafi byc bardzo cieplo. Lapiemy, co sie da! Nostalgiczny Gucio docenia piekne okolicznosci przyrody :) ![]() Na calych jeziorach MY... ![]() Ostatnie kapiele. Niestety! Jezioro w ciagu dnia potrafi wynagrodzic wszystko. Jest lazurowe, jak Morze Srodziemne, i calkowicie puste. Do tego stopnia puste, ze na tzw "drugim pomoscie", gdzie czesto mamy konkurencje, udalo nam sie pod koniec lata poplywac nago ;) I fajnie, bo plywanie nieodwolalnie sie skonczylo. Spacery i slonce - nie. Przynosimy narecza grzybow. Pawel z Iwona spotkali stado saren podczas jednego grzybobrania. Robimy sesje muchomorom, ktorych czerwien az swieci - jak na dzieciecych rysunkach, i wrzosom, ktore pewnego dnia byly niesamowicie fioletowe, a potem im przeszlo. Slowem - nuda. Opisy przyrody. Polskie kino :))) ![]() Pajeczyny nad polana o swicie ![]() Wrzosy zakwitly i przekwitly, minal wrzesien... ![]() Sesja muchomorow ![]() * Raz, raz sie zdarzylo cos, co wyrwalo nas z milej stabilnosci. Jechalismy jak zwykle skrocikiem, waska wiejska droga, nie bylo tloku. Przed nami, jakies 100 metrow dalej, popylal niewielki bialy samochodzik. - O, ten to za chwile bedzie w rowie, zobacz - powiedzial Pawel. I rzeczywiscie - autko wzielo sie do wyprzedzania, dosc gwaltownie, znioslo je na pobocie, zrobilo fik! - i za chwile lezalo w rowie, kolami do gory. Zatrzymalismy sie i popedzilismy. Z dusza na ramieniu. Nie wiedzialam, co zastaniemy. Trupa? Poranionych ludzi? Czy ono moze wybuchnac? Czy bedzie trzeba ich ratowac? Gdy dobieglismy, szyba po stronie pasazera byla opuszczona, z wnetrza gramolil sie facet - z petem w ustach, ktorego nie ywpuscil ani szczesliwie nie polknal, dosc roztrzesiony. Pawel podal mu reke, pomagajac wyjsc. Po chwili wygramolila sie tym samym oknem rownie roztrzesiona brunetka przy kosci, ktora prowadzila. Tej pomoglam wyjsc na asfalt ja. Powtarzala: - Mama mnie zabije, mama mnie za to zabije... - z czego wynosze, ze autko nalezalo nie do niej. Miekka ostatnio jestem, wiec trzasc sie zaczelam nie gorzej niz ona, lzy mi stanely w oczach, przytulilam ja mocno i pocalowalam w pulchne poliki. Byla moim cudownie ocalalym bliznim w tym momencie :))) - Ciesz sie, ze zyjesz, dziewczyno, na kolanach do Czestochowy powinniscie isc! Boze, jak dobrze, ze nic wam sie nie stalo!! Nie byli nawet zadrapani, rozleciala im sie tylko komorka, ktora probowali wezwac pomoc. Ale zaraz ktos wyciagnal inna- szybko nad rowem zebralo sie koleczko gapiow. Pozegnalismy sie wiec, uscisnelismy prawice, rzucili "Dziekuje!" - i pojechalismy dalej. Gdybym szla, a nie siedziala w samochodzie, a siedzialam przeciez, czulabym dokladnie, jak miekkie mam kolana. I mokre oczy. CZY LOS CHCIAL NAM MOZE COS W TEN SPOSOB POWIEDZIEC? Jakie to glupie: wystarczy sekunda, a wszelkie nasze plany, marzenia, zamierzenia itd., terminy nieprzekraczalne i zobowiazania moga wziac w leb - nieodwracalnie, raz na zawsze. I za czym my tak wciaz gonimy, spieszymy, do czego lecimy, jak cmy w ogien? Co nas tak gna? "W koncu naśmiawszy sie nam i naszym porządkom, wetkna nas w mieszek, jako czynią łątkom". Ci panstwo szczesliwie pozostali na scenie, wciaz biora udzial w swoim przedstawieniu, my tez. Bardzo Was prosze - uwazajcie na drogach :))) dom-na-guziki 2008-10-12 19:14:06 skomentuj (5) |
KOLEŻANKI Maja Marysia Iza Dorota Beata Patrycja Martyna Magdusia POMOCNE ŹRÓDŁA *Allegro mnostwo przyczepek... *Emalia Olkusz cuda emaliowane *GIMEX cuda z melaminy *Polska Federacja Campingu i Caravaningu *Forum Caravaningowe *Polski Caravaning - dwumiesiecznik |